Follow by Email

wtorek, 4 października 2016

Czarny

W słynnej serii filmów Kieślowskiego, reżysera, któremu bliskie są wartości etyczne, zabrakło koloru czarnego... Natomiast nie brakuje go przez ostatnie dni na portalach społecznościowych i na ulicach większych miast.

Facebook aż kipi od zdjęć dziewczyn ubranych na czarno z zadziornie a nawet agresywnie wzniesionymi w górę palcami środkowymi w jednoznacznym, zapożyczonym z amerykańskich slumsów i filmów geście fuck you. Geście fallicznym, twardym, bezwzględnym.



Wczoraj w Krakowie taksówkarz wiózł mnie przez odległe przedmieścia z jednego miejsca w centrum na drugie, oddalone o trzy kilometry, dodając do zwykłej trasy jakieś 10 kilometrów. Co było przyczyną tak nietypowej podróży? Nie był to kaprys kierowcy. Były to pozamykane arterie miasta. Tysiące kobiet ubranych na czarno wyrażało niezgodę na jakąkolwiek interwencję prawną w ich "wolny wybór" dotyczący decyzji o tyn czy urodzić poczęte dziecko...czy nie.
Nie urodzić - znaczy - zabić. Nie bawmy się w eufemizmy.
Kto i jak zdołał namówić te ogromne rzesze ludzkich istot, potencjalnych i faktycznych matek do walki o prawo do zabijania? W czyim interesie jest przekonanie kobiet o tym, że aborcja to kwestia "prawa do macicy" a nie decyzja totalnie kwestionująca wartość i tajemnicę życia?
Miły Pan od niechcenia zagadnął:
- Co Pani sądzi o tym proteście? Chyba dobrze robią, no nie?
- Nie chcę mówić o ustawach. Wiem natomiast całkiem sporo o tym, co dzieje się z kobietą na skutek zabicia jej własnego dziecka. Wiem, bo pracuję z takimi kobietami. Spotykam je, i niezależnie od tego kiedy doświadczyły tej tragedii - zawsze cierpienie z nią związane mają tuż pod makijażem. To staje się tematem ich życia...i ich umierania za życia... Często odrzucają swoich partnerów. Albo w ogóle tracą zainteresowanie seksem. Bardzo często w ich ciele pojawiają się guzy piersi i jajników. Tak więc widzę, że aborcja jest koszmarem, traumą, zaprzeczeniem sobie jako istocie kochającej życie, postawieniem siebie w jednym rzędzie z mordercami... Kiedy jest po wszystkim, żadna teoria ani historia tego nie zmienią. Tak kobiety potem widzą siebie, myślą o sobie, tak bardzo winią siebie...że dałyby wszystko, aby cofnąć czas.
Taksówkarz był poruszony.



- Nie miałem pojęcia, że to takie poważne... - westchnął z zadumą, być może nad własnym nienarodzonym dzieckiem i przekręcił gałkę w radio. Dało się słyszeć, że właśnie nadają relację z "czarnego protestu". Ktoś na tle pewnych siebie krzyków kobiecym głosem mówił: "Wiemy, że aborcja jest traumą, nie namawiamy do usuwania ciąży, same mamy dzieci. Chodzi nam tylko o to, że nikt nie powinien nam narzucać rodzenia ich, kiedy tego nie chcemy."



Zgrabnie ułożona wypowiedź. Teoretycznie trudno się nie zgodzić. Gdyby nie... dręczące w trzewiach poczucie, że nikt w całym tym zamieszaniu nie pomyślał o małym bezbronnym człowieczku, że może z punktu widzenia życia jest trochę za późno na "chcę- nie chcę", kiedy człowiek ten już istnieje?

Kim są kobiety, które uwierzyły, że istnieje "ciąża będąca zagrożeniem życia"? Co dzieje się w sercach kobiet, które szczerze boją się takiej ciąży i nie wierzą tak bardzo swoim ciałom, że aż muszą o nie walczyć mówiąc "martwa nie urodzę"? Czy ktoś słyszał kiedykolwiek, żeby ciąża zabiła? Matka Natura dba o ciało kobiety w zadziwiający sposób. Każda z nas, która kiedykolwiek była w ciąży i urodziła dobrze o tym wie. Kiedy ciąża miałaby być zagrożeniem dla życia, wówczas nastąpiłoby samoistne poronienie... z którym też wcale nie łatwo sobie poradzić.

Niejednokrotnie widziałam... Po wielu latach...Matka pochylona nad reprezentantem martwego płodu...dziecko mówi: "zimno mi, chcę aby na mnie spojrzała..." A ona nie potrafi, boli zbyt mocno...W końcu patrzy...przykuca, pochyla się... i przytula. "Teraz cieplej" mówi dziecko, czuje się włączone, potrzebne.

Kiedyś za normalne uważano bicie "własnych" dzieci, wykorzystywano je też jako tanią siłę roboczą. Wciąż się to robi w niektórych częściach świata. Tutaj, w rozwiniętej cywilizacji zachodniej nie popieramy takich praktyk. Tutaj "tylko" zabija się te niewidoczne, ledwo poczęte... i - w zasadzie -tylko takie wstrętne, na przykład z gwałtu albo z wadami...Inne, zdrowe, tylko kiedy lekarz napisze, że coś z nimi nie tak... My naprawdę wiemy co to jest kulturalna eksterminacja.


Proszę tylko spojrzeć na doskonale zorganizowane obozy zagłady. Takie jak rzeźnie. Praktycznie trudno się domyślić, że pachnące mięsko było kiedyś żyjącą i czującą istotą. Pełna kultura. Podobnie wystarczy uznać, że to małe "coś" w brzuchu kobiety to jeszcze nie człowiek. Stara jak świat dialektyka: postanawia się w ramach danej ideologii, że TO, co właśnie zamierzamy zabić w ogóle nie jest człowiekiem. Problem lojalności gatunkowej załatwiony. Przykazanie etyczne "nie zabijaj" nie dotyczy. A przynajmniej dopisujemy do niego co nieco drobnym druczkiem: "...chyba, że zabijasz zwierzę, embrion, Żyda, Murzyna, Araba-terroystę... itp.".

Materialistycznie ukształtowane sumienie zostało perfekcyjnie ustawione na straży "racjonalności", gotowe na wszelkie "logiczne" wyjaśnienia - wystarczy, że uznamy, iż nie do końca wiadomo czy to białko w macicy to już był człowiek... Ważne, żeby skupić się na ideach, takich jak czystość rasowa, wolność osobista, prawo do... potem w imię tych idei zabija się, likwiduje, usuwa, zakopuje, pali. Ale zapomnieć nie sposób.

Jak długo rozgrzebujemy rany po II Wojnie Światowej? Jak wiele ofiar woła wciąż o szacunek?

Dokładnie tak samo dzieje się po latach z kobietami, które zdecydowały się na aborcję. Tyle, że ich nikt nie rehabilituje. Nie ma komu zrozumieć, przytulić, pocieszyć, zrobić pogrzebu dziecku, nadać mu imię... Ona często nawet nie wie, że tak trzeba. Nie ma pojęcia, że w ogóle da się to dziecko "spotkać". A jeżeli się dowie, to ulga jest taka, jakby upadł trzytonowy kamień. Płacze, przytula, nie chce oddać...

Dlaczego to zrobiłam? Pyta.
Bo serca nikt nie pytał. Bo serce wie, ono by wiedziało już wtedy... Dlatego potem, po kilku, kilkunastu latach łzy nie przestają płynąć a za możliwość cofnięcia czasu oddałoby się majątek.

Moje myśli odpłynęły w kierunku hipotezy, że za tym całym szaleństwem musi stać jakiś interes, jakaś głębsza polityka.

Zobaczmy ten scenariusz jako Bajkę o złym czarodzieju.

Niech będzie to Czarnoksiężnik Prawe Ramię Ciemności, któremu na pewien czas powierzono władzę w królestwie. Czarnoksiężnikowi powierzono tylko jedno zadanie: zniszczyć kobiecą moc w zarodku (sic!), zniszczyć piękno Bogini, nie pozwolić na przebudzenie się Matki Ziemi.


Miał on osiągnąć cel paradoksalny: doprowadzić do tego, by kobiety z własnej woli zamiast dawać  życie - odbierały je, by walczyły jak mężczyźni, by klęły i bluzgały, by przestały nosić zwiewne suknie w kwiaty a zamiast tego ubierały się na czarno, wyglądały jak mężczyźni, by gardziły życiem, gotowe pójść na wojnę... Zadanie ostateczne brzmiało: sprawić, by kobiety czuły swoją moc nie w dawaniu życia ale jedynie we własnym sprzysiężeniu w krucjacie przeciw życiu.

Gdybym była tym Czarnoksiężnikiem to uznałabym taki plan za skuteczne narzędzie obrony planety Ziemia przed szerzącym się "wirusem" świadomości Bogini. Nie ma lepszego sposobu na odciągnięcie kobiet od ich połączenia z całością istnienia, Matki Ziemi,  z czułym rytmem Gai, niż wmówienie im, że to Wielka Krzywda kiedy nie mogą dobrowolnie odbierać życia poczętych w ich łonach dzieci.

Rozpowszechniłabym na wszelkie sposoby mem zawierający przesłanie oburzenia  i zawziętości w walce o prawa do swojego ciała. Udawałabym, że ktoś próbuje posiąść to ciało na własność przez tworzenie ustaw zakazujących zabijania czegoś, co nie wiadomo czym właściwie w ogóle jest.

Zignorowałabym zupełnie fakt, że aby to zabicie mogło być skuteczne trzeba dokonać brutalnego wtargnięcia we własne, bronione tak zawzięcie przed dzieckiem ciało, bo to trąciłoby niesmacznym paradoksem.

Odwróciłabym też uwagę od żałoby, jaka nieuchronnie towarzyszy kobietom po utracie swoich dzieci wdrukowując w ów mem kolor czarny. Przewrotnie - żałobą uczyniłabym fakt nie możności zabicia. Dokonałabym tego z pełną świadomością, że w ten sposób w podświadomość zbiorową kobiet zostanie wszczepiona incepcja oddzielająca matki od życia, pozwalająca im negować wartość życia w samym jego centrum, w miejscu gdzie nie sięga nawet władza polityków i kościołów, we własnym łonie...



Zadałabym sobie ten trud, aby mieć pewność, że łono zostanie odarte z tajemnicy i że przestanie być świątynią życia, powstającego w cichej symfonii dwu bijących w cudownej harmonii serc...W ten sposób łono stanie się "tylko macicą", własnością podobną do samochodu.

Wówczas każdy, kto nosi biały fartuch będzie mógł bezkarnie wsadzać swoje łapy, niczym mechanik samochodowy, w to odsakralnione łono, czyli "macicę" i rozszarpywać na strzępy uznane przez zainfekowany umysł za "niepotrzebne" powstające tam Istnienie... I - o ironio! - będzie to robił na skutek wiary w hasło: "łapy precz od mojej macicy!".

Reszta eksterminacji dokona się już sama - w zaciszu czterech ścian kobiety będą winiły siebie i karały... Będą czuły do siebie wstręt. Będą chciały umrzeć, odpokutować.  Będą fantazjowały o tym, kim byłoby to nienarodzone dziecko. Będzie je rozrywać tęsknota za nim i za możliwością, która na zawsze pozostanie w sferze rzeczywistości alternatywnej, czymś co było tak blisko, tak realne... jak usłyszeć śmiech swojego dziecka, kiedy się bawi...zobaczyć jego oczy, kiedy dziękuje...



Te mniej wrażliwe zepchną całą traumę w cień zaprzeczenia i rzucą się w "robienie kariery", bo przecież mamy na podorędziu i taki mem. Zakopią pod dywan prawdziwe uczucia i doświadczenia wraz z nieżyjącym "płodem". Na jakiś czas.

Dla odrzuconych, niedoszłych ojców pozostanie pornografia. Szybko zapomną. W końcu ciąża to tylko "wpadka", niemiły skutek uboczny uprawiania seksu.

Jednakże zarówno jednym jak i drugim - mężczyznom i kobietom okaleczonym, zainfekowanym wrogimi życiu ideami - daleko będzie do stania się Bogiem i Boginią. Lub chociaż ujrzenia Bogini. Dająca Życie, Gaja...umrze. Bogini podobna do Matki, do radosnej pięknej Wiosny odejdzie w zapomnienie... Nikt nie przyjdzie do czarnej, smutnej Wenus, aby poznawać jej nauki. Dla Kali także nie będzie miejsca. Bo Kali odcina głowy w obronie niewinnego, bezbronnego i narażonego na atak życia.

Nie znajdą nigdzie takiej Bogini, która byłaby zdolna dla własnej wygody zabić tworzące się w niej życie. To byłby oksymoron, sprzeczność, zaprzeczenie samej sobie. Przecież nawet drzewa wspierają nowe nasionko w tworzeniu kiełkującego zarodka.

Koniec szacunku do życia równa się końcowi Bogini. I końcowi tego świata.

A  z drugiej strony, odwracając uwagę w kierunku walki o prawo do zabijania poczętego życia, możemy bezszelestnie wprowadzić ustalenia dotyczące dalszej eksploracji Matki Ziemi poprzez jej wyjałowienie Randapem, niszczenie zdrowych nasion na rzecz modyfikowanych i zagarnianie coraz to nowych obszarów.

Czy to przypadkowa zbieżność? Wprowadzamy prawo do niszczenia życia w łonach kobiet i prawo do niszczenia zasobów Ziemi. Odpowiedzcie same, zobaczcie sami...


Kochane siostry,wiem, że dotykam trudnych dla Was tematów. Wiem, że Wasze ego może się tutaj oburzyć. Wiem też, że trzeba mówić prawdę, nawet kosztem trudności z przyjęciem jej przez innych. Kiedy w Waszych łonach zakiełkuje życie, PROSZĘ, nie podejmujcie decyzji w oparciu o "chcę-nie chcę" tak, jakby chodziło o nowy kierunek studiów. Dokonując aborcji trafiacie na uniwersytet całodobowego cierpienia dzień po dniu lub całożyciowej walki aby zaprzeczyć i w końcu kiedyś "zobaczyć" to dziecko w postaci raka piersi, macicy, jajnika lub guza mózgu. Zaś powód, dla którego tak się dzieje jest jeden - Rzeczywistość pozostaje kochającą Matką, ona nie zapomina.

Pamiętajcie jednak także, że jeśli macie aborcję już za sobą, to trzeba jak najszybciej skutecznie WYBACZYĆ. Sobie, lekarzowi, partnerowi... Takie cudownie leczące procedury wybaczania znajdziecie na tym blogu. Możecie także przyjść na prowadzone przeze mnie zajęcia Restartingu lub ustawienia hellingerowskie, Mandale Systemowe. Wtedy razem dotkniemy bólu, pozwolimy mu się wyrazić w objęciach akceptacji i miłości...A potem możemy uzdrowić pole poprzez zobaczenie Dziecka jako pełnoprawnego członka ludzkiej Rodziny.

3 komentarze:

  1. Szanowna Pani - są na tym świecie sprawy cudowne. Taką sprawą jest ludzki organizm z jego możliwościami do tworzenia komórek rozrodczych. Od momentu ich połączenia mamy życie - ja się z tym zgadzam. Ale....żeby to życie, które na początku składa się z kilku komórek mogło stać się niezależną biologicznie istotą potrzeba kolejnego cudu - Kobiety z jej cudownymi, nie do odtworzenia póki co zdolnościami do przekształcania komórek w osobnego człowieka. I o ile potrafimy My (kobiety i mężczyźni; całe społeczności i różne jego działy, np. medyczne); My potrafimy łączyć poza ustrojem kobiety komórki; potrafimy wyjmować dzieci z łon ich matek; to NIE POTRAFIMY TWORZYĆ (nie mylić ze stwarzać, bo to dzieło kobiety i mężczyzny) ŻYCIA!!!! Nie potrafimy - My dać tej zygocie tego, co sprawi, że z Życia rozwinie się Człowiek, który potrafi samodzielnie żyć (w sensie biologicznym). Potrafi to tylko ta konkretna kobieta, która w tym danym momencie może się na to zdecydować, gdyż NIKT NIE MOŻE NIKOGO ZMUSIĆ DO ZROBIENIA POŻYTKU Z DARU, KTÓRY DOSTAŁ. Takim darem jest ten opisany wyżej DAR TWORZENIA. Dar niezwykły, fascynujący, tajemniczy. Ale jednak dar a nie wada, jak chciał tego jeden pan, który zdolność kobiet do zachodzenia w ciążę porównywał do swojego niskiego wzrostu ("nie mogę oczekiwać, że każdy poda mi stołek - dlatego kobiety nie mogę oczekiwać, że nie zajdą w ciążę"). I jednak dar, a nie dyspozycja, która niektórym myli kobietę z inkubatorem. Bez tego daru nie byłoby dzieci!!! Zatem dzieci, które przed czasem porodu (zdarza się, że nawet już 6 msc. wystarczy i udaje się zadbać poza łonem matki o dziecko) zostaną wyjęte z kobiety (być może mógłby być to proces bardziej niż teraz humanitarny) - takie DZIECI NIE PRZEŻYJĄ i to nie dlatego, że kobieta je zamordowała - jak twierdzi spora część komentujących, ale dlatego, że NIE SĄ ZDOLNE DO SAMODZIELNEGO FUNKCJONOWANIA. I nie dziwi mnie to, że tak wielu z Was oskarża kobiety o bycie morderczyniami, bo wielu z Was nie może uwierzyć, że KOBIETY TO TWÓRCZYNIE, a ich talent do tego jest poza wyobrażeniem i poza możliwością wpływu!!! Dlatego będę protestować ile się da wobec takiej retoryki, która czyni kobiety morderczyniami, która nakazuje im heroizm, która coś od nich chce. Bo wszyscy, jak tutaj sobie komentujemy tą sprawę, możemy to robić, bo jakaś kobieta zdecydowała się zrobić użytego z tego daru!!! Więc BĄDŹMY WDZIĘCZNI, a nie rzucajmy kamieniami!!! Kobiety nie są ani bohaterkami ani morderczyniami. Kobiety są kobietami i jako takie mają (przez jakiś czas i nie wszystkie) ten szczególny dar. I - będę to powtarzać z całą mocą - społeczeństwo obywatelskie w XXI w. - stać na to, aby uznać, że to dar, a nie przekleństwo!!! I że każda wspaniała kobieta może wykorzystać ten dar - właśnie ten; nie ten do stwarzania, w czym jest równa mężczyźnie, ale ten, który jest dany tylko nam - kobietom; MOŻE GO WYKORZYSTAĆ JAK CHCE!!! Bo to jej dar, a nie nasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały, świadomy, pełen miłości i kobiecej mądrości komentarz. Wnosi odwagę i rozwagę. Zdumiewają natomiast i trwożą racjonalizacyjne możliwości ludzkiego umysłu. Życzę Pani posłuch wśród kobiet, wytrwałości i mocy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Izabela, właśnie przeczytałam ten tekst, od niedawna śledzę cię na youtube, twoje filmiki o narcyźmie są genialne, chyba najlepsze jakie widziałam do tej pory, tekst na temat aborcji jest po prostu rewelacyjny, posyłam dalej!

    OdpowiedzUsuń